Coraz częstsze doniesienia o spotkaniach ludzi mało obytych z przestrzenią pozamiejską z dzikami potrafią myśliwych zaskoczyć. Jakże często słyszymy o spotkaniu „dziczej rodzinki”. Podekscytowani domorośli sprawozdawcy opowiadają o tym, jak to spotkali tatusia, mamusię i malutkie dzieci paradujące śmiało na przykład przez miejski klomb. Taka sytuacja jednak w praktyce się nie zdarza. Otóż dzicza wataha (tak nazywamy rodzinną grupę dzików) składa się z lochy wraz z młodziutkim przychówkiem oraz żeńskich przelatków (dzików w drugim roku życia).Osobnikami męskimi w watasze są tylko warchlaki tej płci, które pozostają przy matce do czasu jej kolejnego wyproszenia się. Od drugiego roku życia samce egzystują poza grupami rodzinnymi. Dojrzałe samce dołączają zaś do watah tylko na okres huczki, czyli dziczych godów. Odyńce unikają spotkań z watahami. Wolą spokój i prowadzą skryte życie samotników. Badania naukowe wykazują, że pomiędzy rodzinnymi grupami nie zachodzi wymiana osobników. Jak podaje Antoni Przybylski, żaden dzik nie opuści swej grupy aby przejść do innej, obcej grupy. Wszystkie dziki bytujące w watasze znają się i są ze sobą spokrewnione. Podział watahy następuje jedynie w wypadku śmierci lochy prowadzącej (przewodniczki) lub pogorszenia warunków żerowych. Co ciekawe, rozbita wataha pozostaje na terenie ostoi matki. Locha przestaje pełnić rolę przewodniczki, gdy utraci potomstwo lub gdy pauzuje. Dominująca rola lochy prowadzącej w watasze prowadzi do biosynchronizacji polegającej na tłumieniu popędu u młodych osobników. Wszystkie lochy z watahy zostają zapłodnione mniej więcej w tym samym czasie, dlatego też potomstwo z jednej watahy jest tej samej wielkości i mniej więcej w tym samym wieku, podczas gdy różnice w wieku potomstwa z różnych watah są zauważalne gołym okiem. A teraz odrobina polszczyzny. Rzeczownik wataha oznaczał dawniej ‘uzbrojoną gromadę, bandę rabusiów, opryszków’, a w języku łowieckim ‘stado wilków lub dzików’. Do dzisiaj mówi się wataha na bandę, zgraję chuliganów (np. pseudokibiców) wywołujących burdy na stadionach, a czasem i na ulicach miast. „Pierwsze Początki Terminologii Łowieckiey” Wiktora Kozłowskiego nie wspominają jeszcze takiego wyrazu, więc umiejscowienie czasu wprowadzenia go do polskiego języka łowieckiego może nastręczać pewne trudności. Rzeczownik wataha jest w polszczyźnie dość szczególny ze względu na obecność w nim litery h, która wymienia się na inną w formach celownika i miejscownika. Ale na jaką? Czy pisze się (komu? czemu?) wataże, (o kim? o czym?) o wataże czy (komu? czemu?) watasze, (o kim? o czym?) o watasze?Wataha nie jest wyrazem rodzimym, tylko zapożyczeniem przejętym z języka ukraińskiego (ватáга, wym. wataha], a pochodzącym z języka tatarskiego, w którym ma takie samo brzmienie (watáha). To właśnie przez język ruski (czyli od XIX wieku staroukraiński i starobiałoruski) docierało do nas w przeszłości słownictwo orientalne – turecko-tatarskie (poza watahą mamy np. słowo kurhan).Dla naszych przodków, szczególnie tych zza Buga, było jasne, że skoro w formie wataha występuje litera h, musi ona oznaczać dźwięczną głoskę [h], która w celowniku i miejscowniku przechodzi w [ż], co znajduje odbicie w ortografii – pisze się wataże. Przez długie lata tylko taką formę rejestrowały słowniki. Tak samo należało pisać Sapieha – Sapieże. Ponieważ jednak współcześnie olbrzymia większość Polaków nie rozróżnia w wymowie dźwięcznego h i bezdźwięcznego ch i słowo wataha brzmi w ich ustach tak samo jak mucha czy blacha, a w celowniku i miejscowniku [watasze] jak [musze], [blasze] – językoznawcy zgodzili się na zapisywanie tego wyrazu przez sz, czyli: watasze, o watasze. Zakwalifikowali tym samym watahę do grupy wyrazów z ch (np. blacha – blasze, mucha – musze, ropucha – ropusze).Obecnie w słownikach ortograficznych przy haśle wataha podaje się formę III przypadka watasze, a dopiero w nawiasie wataże, co oznacza, że zaleca się pisownię przez sz. To samo dotyczy nazwiska Sapieha: Sapiesze (a. Sapieże). Ale już wyraz yamaha (produkt marki Yamaha) otrzymał wyłącznie jedną postać – yamasze…Ilustr. „Dziki biegnące przez las”, Wilhelm Lorenz olej, płótno




