Profesor Wierciński mawiał, że jesteśmy pchani przez przeszłość i przyciągani przez przyszłość. Docent Kossecki dodawał, że tylko zwierzęta żyją szczeliną teraźniejszości. Gdy ostatniej jesieni siedziałem na swoim stanowisku w lesie, te słowa nabrały nowego znaczenia.
Poranek był chłodny, mgła unosiła się nad bagniskiem, a ja – jak zawsze o tej porze – nasłuchiwałem. Wtedy to zrozumiałem, czym różni się moje czekanie od czujności przebiegającego lisa. Zwierz żyje tylko tym, co jest przed nim: zapachem, szelestem, błyskiem światła w krzakach. Nie rozmyśla o wczorajszym poszyciu, nie planuje gdzie będzie żerował za tydzień. Jego czas to wieczne „teraz”.
My, myśliwi, jesteśmy inni. Gdy wiatr szeleści w gałęziach, nasze myśli już wędrują – do ubiegłorocznych łowów, gdy kolega po strzelbie wziął tego potężnego byka z wymarzonym porożem, albo do przyszłego sezonu, kiedy może uda się w końcu znaleźć to wyjątkowe trofeum. Nawet nasze sygnały łowieckie niosą w sobie echo dawnych czasów. Każde „Powitanie” czy „Pożegnanie” to nuty zapisane przed wiekami, które ciągną się przez pokolenia jak niewidzialna nić.
Pamiętam, jak stary leśniczy mawiał: „Młodzi myślą tylko o tym, co przed nimi. Starzy – o tym, co za nimi. Prawdziwy myśliwy musi widzieć i to, i to”. Może dlatego w naszej tradycji tak ważne są wieczorne opowieści przy ognisku i te wszystkie historie przekazywane z ojca na syna? To mosty przerzucone przez czas.
Gdy wreszcie usłyszałem charakterystyczne chrupnięcie gałązki, wszystkie myśli uciekły. W tej jednej chwili – gdy palec na spuście, oddech w pół, a wzrok wbity w poszycie – stałem się jak ten lis. Żadnej przeszłości, żadnej przyszłości. Tylko ja, las i zwierz.
Ale gdy już oporządzałem zdobycz, czas znów się rozszczelnił. W głowie już układałem relację dla kolegów, a ręka automatycznie sięgnęła po notes, by zapisać szczegóły. Zwierzyna zostawia tylko ślady na ziemi. Myśliwy – ślady w pamięci i w opowieściach, które kiedyś staną się czyjąś przeszłością.
Czyż nie w tym właśnie tkwi nasze człowieczeństwo? Zwierzę biegnie przed siebie, my zaś – jak mówił Wierciński – jesteśmy ciągle między tym, co było, a tym, co będzie. Może dlatego tak cenimy te krótkie chwile na stanowisku, gdy udaje nam się choć na moment zawisnąć między przeszłością a przyszłością, żyjąc jak nasza zwierzyna – pełnią teraźniejszości?
Obraz: „Myśliwy” – Konstanty Sawicki (1844-1905), Olej na płótnie 1874.



