Spotkanie

Wreszcie się doczekałem, styczniowy ranek, ponowa, wymarzony czas na polowanie po tropie. Lekko ubrany bo czeka mnie długi marsz a na dworze 0 stopni, ruszam w las. Szybko sprawdzam znajome przesmyki, po godzinie już idę za tropem sporego odyńca. Tropienie zmusza do cichego przedzierania się przez gąszcz, czasami muszę obchodzić bagienka, wielkie kępy jeżyn i gęste młodniki, zwierz kluczy zbliżając się do ostoi. Odwilż. Początkowo z drzew spada śnieżna okiść a koło południa już tylko kapie woda. Świerzy trop, wyraźny staje się coraz bardziej rozmyty, trudny do rozpoznania pomieszany z innymi. Tym razem okazało się że dzik był sprytniejszy ode mnie. Gubię trop, rezygnuję, wracam do domu. Po drodze trafiam na świeży zrąb. Nie zwiezione pnie kuszą odpoczynkiem po wielogodzinnym marszu. Siadam na jednym z nich, sztucer opieram obok i delektuje się ciszą zimowego lasu, odpoczywam. Na mój pień z pobliskiego świerka sfruwa malutki mysikrólik. Ptaszek skacze po pniu, dziobem odrywa łuski kory w poszukiwaniu owadów. Powietrze wypełnia odurzający zapach świeżo ściętej sosny. Ptaszek odleciał a ja upajam się zapachem i ciszą. Zamieram w bezruchu. Na skraju lasu widzę nieruchomą sylwetkę byka jelenia, pojawił się jak duch bo przecież jeszcze kilka sekund temu tam nikogo nie było. Stoi wpatrzony gdzieś w bok, nasłuchuje. Wieniec zakończony wyświeconymi grotami zachwyca potęgą. Byk wolno rusza na porębę. Zatrzymuje się przy czubie jednej ze ściętych sosen, zaczyna spałować gałąź. Oderwane pasmo kory żuje powoli, podniósł łeb, znieruchomiał. Wpatruje się w przeciwległy skraj zrębu. Wiodę wzrokiem tam gdzie patrzy jeleń. Moje serce na chwilę zamiera a potem rusza jak szalone. Tam stoi wilk. Przez dłuższą chwilę zwierzęta patrzą na siebie. Nagle jeleń robi zwrot i w paru susach znika, zakryty świerkowym podszytem. Wilk stoi nadal, po kilku sekundach rusza wolnym truchtem, skrywa go las. Znowu panuje bezruch i cisza, tylko las zaczyna nabierać wieczornych barw. Mysikrólik znowu skacze po pniu a żywiczny zapach ściętego drzewa staje się bardziej intensywny. Dość tego, czas wracać. Gdy otwieram furtkę z za płotu wychyla się sąsiad, i pyta jak polowanie, czy się udało. Wspaniale – odpowiadam – byk i wilk. Jak to -pyta – przecież na wilki się nie poluje. Wiesz dla mnie zwierzyna widziana to polowanie udane a dzisiejsze polowanie jest wyjątkowe nie często zdarzają sie takie spotkania. Teraz, kiedy poczuję żywiczny zapach ściętego drzewa gdy przymknę oczy w wyobraźni powróci obraz leśnej poręby, jelenia i wilka wpatrzonych w siebie.
Jacek Hauler
Choroszczynka 04-01-2015

Obraz: Alfred Wierusz-Kowalski 1849-1915 – „NA PLACÓWCE – WILK NA CZATACH”