Prawda o akceptacji łowiectwa.

Pewien farmer powiedział: „Bo akceptacja dla łowiectwa rośnie wraz ze wzrostem odległości od centrum dużego miasta”.

Gdy wybrać się do Puszczy Knyszyńskiej lub Augustowskiej, leśnicy częstują dziczyzną. Polują także miejscowi rolnicy. I nikogo to nie dziwi. Dziczyzna stanowi tam znaczna część spożywanego mięsa. Na wsi i w lesie poluje się dla mięsa. I to jest

najbardziej pierwotne oraz najuczciwsze podejście do łowiectwa. Sporo przy tym pracy, męczące polowanie, później patroszenie, skórowanie i ćwiartowanie, ale potem ma się zapas pysznego i zdrowego mięsa na wiele tygodni dla całej rodziny oraz krewnych i znajomych. Im dalej od miasta, tym więcej myśliwych i dziczyzny w zamrażarkach. A w mieście łowca musi się kryć ze swoją pasją. Nie wyjdzie z domu w czapie z jenota, chociaż to gatunek obcy i inwazyjny, więc jego zabijanie zalicza się do działań ekologicznych. Ale nie wypada. Co innego na wsi. Tam wypada, a nawet jest w dobrym tonie. Bo myśliwy to strażnik pól i łąk. Jeśli dziki za bardzo zryją uprawy, to miejscowi łowcy ponarzekają z rolnikiem, a potem oszacują szkody i dadzą mu odszkodowanie. W skali kraju tych odszkodowań wypłaca się rocznie na kwotę ponad 60 mln zł, czyli spora sumka trafia z kasy kół łowieckich do kieszeni rolników. Dlatego na wsi myśliwy jest ważny i potrzebny. I tam nikt go się nie czepia, chyba że za mało bywa wśród pól i łąk, przez co rosną szkody w uprawach. W mieście to co innego. Nikt już nie wiesza na balkonie ustrzelonego zająca ani bażanta. Bo nie wypada. W efekcie ludzie w miastach, niemający myśliwego wśród znajomych lub rodziny, nie znają smaku dziczyzny, czyli prawdziwego mięsa. Jedzą mięso z udręczonych zwierząt nafaszerowane antybiotykami i odżywkami albo nie jedzą go wcale, o ile zdrowie im na to pozwala. Oczywiście w tym środowisku zdarzają się czarne owce, ale nie są one niczym niezwykłym, tak samo jak wśród wędkarzy i grzybiarzy. Myśliwi znaleźli się jednak pod lupą opinii publicznej, dlatego do ich powinności należy przede wszystkim polowanie na te czarne owce, gdyż to stanowi klucz do odbudowania zaufania społecznego i akceptacji.

Taka jest naga prawda o akceptacji łowiectwa.

Według legendy XIX wieku, Prawda i Kłamstwo spotykają się pewnego dnia. Kłamstwo mówi do Prawdy: „Dziś jest cudowny dzień”! Prawda spogląda w niebo i wzdycha, bo dzień był naprawdę piękny. Spędzają razem dużo czasu, ostatecznie przybywając do studni. Kłamstwo mówi Prawdzie: „Woda jest bardzo przyjemna, weźmy kąpiel razem!” Prawda, podejrzliwie sprawdza wodę i odkrywa, że ​​rzeczywiście jest bardzo przyjemna.

Rozbierają się i zaczynają się kąpać. Nagle Kłamstwo wychodzi z wody, wkłada szaty Prawdy i ucieka. Wściekła prawda wychodzi ze studni i biegnie wszędzie, aby znaleźć Kłamstwo i odzyskać swoje ubranie. Świat, widząc Prawdę nagą, odwraca wzrok, z pogardą i wściekłością.

Biedna Prawda powraca do studni i znika na zawsze, ukrywając się w niej, ze wstydu. Od tego czasu Kłamstwo podróżuje po całym świecie, ubrane jak Prawda, zaspokajając potrzeby społeczeństwa, ponieważ Świat w żadnym wypadku nie ma żadnego zamiaru, by spotkać się z nagą Prawdą.

Na podstawie książki: „Hipokryzja nasze relacje ze zwierzętami” – Andrzej G. Kruszewicz

Źródło legendy: https://m.fronda.pl/a/z-internetu-naga-prawda,116293.html?fbclid=IwAR39npx0eIdluzxViu4ErPA9eAd4C3S6z_HQW0wmaGBSIXo4KO-zOfB0j0U

Obraz 1 – „Prawda wychodzi ze studni” Jean-Léon Gérôme, 1896

Obraz 2 –
„Spirit of the Well”
By Charles West Cope (1811-1890)