Włodzimierz Korsak „Rok Myśliwego”
ROZDZIAŁ XLVIII.
PODJAZD LISÓW I WYKURZANIE Z NOR.
Uosobienie chytrości, bohater mnóstwa bajek i powiastek, lis, jest rzeczywiście nadzwyczajnie od natury obdarzony, tak pod względem przezorności i sprytu, jak i pod względem fizycznym w postaci szybkich nóg i znakomitych zmysłów. Rozprzestrzeniony po całej Polsce, występuje w niektórych jej okolicach w ogromnych ilościach, zawdzięczając swe istnienie gęsto zarosłym myśliwskim terenom, zasobnym w zwierzynę. Tępi też bardzo wiele ptactwa i zajęcy, a nawet zagraża młodym sarnom. Z lotnej zwierzyny najwięcej pożywienia dostarczają mu kaczki i kury wszelkich gatunków, zwłaszcza bażantarnie, tak, że w pobliżu tych ostatnich specjalną uwagę należy zwracać na tępienie lisów. Przytym czyni lis poważne nieraz szkody w gospodarstwie, porywając drób zarówno z pola, jak i wprost z zagrody.
Samica, zwana liszką, szczeni się w maju, przynosząc 3-5 ślepych lisiąt, które w pierwszym czasie czujnej opieki matki potrzebują. Legowisko swe ma liszka w norze, wykopanej w suchym, przeważnie piaszczystym gruncie. Nora taka ma zwykle kilka rozgałęzień i kilka otworów wejściowych, nieraz dość daleko od siebie położonych. Młode mieszkają wraz z matką do późnej jesieni w norze, chroniąc się do niej w razie niebezpieczeństwa. z czasem jednak – w miarę wzrastania – poczynają coraz dalsze robić wycieczki, biorąc udział w polowaniach matczynych i ucząc się różnych forteli. Ku zimie rodziny lisie rozdzielają się, przyczym pojedyńcze osobniki coraz rzadziej do rodzinnej nory zaglądają, spędzając cały czas na powietrzu : noce na łowach, dnie na odpoczynku w gęstwinach i błotach leśnych.
Z wypadnięciem śniegów nastają i na lisy ciężkie czasy; włóczą się też one wówczas zwykle pojedyńczo po okolicy, dybiąc na wszelkie żywe stworzenia. W tym czasie zaczynają lisy, z głodu, polować na myszy polne, grzebiąc całymi godzinami lub czatując na jednym miejscu w polu lub na łące. Póki ziemia nie jest zmarznięta, wykopują mysz, przebierając szybko przedniemi łapkami; potym jednak, gdy grunt stwardnieje, muszą i innych fortelów używać: odnalazłszy węchem norki mysie, chytry zwierz uderza z całej siły przedniemi łapami w twardą, dudniącą ziemię i bębnieniem tem wypłasza mysz na powierzchnię, gdzie już nie zdoła ona uniknąć rozbójniczej paszczęki. W głodowym czasie myszkuje lis nierzadko przez dzień cały, widoczny zdala na białej, śnieżnej płaszczyźnie.
Wówczas to można doń podjechać małemi saneczkami. Lis myszkujący, zajęty jest bardzo i jadącego dopuszcza blizko, często na zupełnie dobry strzał śrótowy. Najodpowiedniejszą jednak bronią jest kombinowana, mianowicie dobrze bijąca trójlufka lub „buschflinta”, gdyż nieraz strzał bywa daleki, a strzelając celnie kulą można łatwiej upragnioną sztukę zdobyć.
Zajeżdżać należy z boku, nie wprost na zwierza, przytym jak najmniej nań zwracać uwagi. Zdarza się ,że spostrzegłszy podjeżdżanie lis przywarowuje, wówczas śmiało można go objeżdżać. Jeżdżąc tak, spotkać można czasem lisa nie myszkującego, lecz idącego równo, w jednym kierunku; w takim wypadku należy mieć na uwadze zwyczaj lisa, że nie lubi on zbaczać z raz obranego kierunku i zawrócić zwykle się nie daje. Opierając się na tym fakcie, należy mu drogę zajechać, przyczym szybkość jazdy normować do biegu lisa. Zwykle chytre zwierzę, widząc przecinające mu drogę sanki, chce przeczekać i zwalnia biegu, wówczas też należy zwolnić; to znów, gdy lis chce przebiec wcześniej i przyśpiesz, wówczas też przyśpieszyć należy. Jadąc wprawnie, można zawsze tak lisa zbić z tropu, że ten przywaruje, by przepuścić strzelca, nieraz już o kilkanaście kroków od drogi, i podjechać się daje z łatwością.
Zimowe przesmyki lisie są dość stałe i, idąc na miejsce żeru lub polowania, a także wracając ku legowisku, zwierz trzyma się dość regularnie raz wytkniętej drogi. Zwłaszcza ma to miejsce za zbliżeniem się czasu rui, która następuje zwykle w drugiej połowie lutego. Wówczas, dla odnalezienia samicy, chodzą samce przeważnie znanymi, odwiecznymi szlakami, wiadomymi zwykle miejscowym myśliwym. Za nastaniem rui zwiększa się ruch między lisami znacznie; dzień i noc chodzą one wówczas trop w trop, jeden za drugim, zbierając się nieraz po kilka sztuk przy jednej samicy.
Z rują lisią związany jest jeszcze jeden sposób polowania, który, wymagając bardzo sprzyjających warunków, rzadko się udaje, może jednak dać czasem świetne rezultaty. Konieczną do tego polowania jest niewielka ilość śniegu albo też twarda na nim skorupa, tak, by wszędzie bez drogi łatwo i prędko można było jeździć. Myśliwi przed zmrokiem wyjeżdżają we dwóch małemi saneczkami i rączym koniem i udają się w miejsca, gdzie lisy spotkać można. Dojrzawszy z dala kilka sztuk, razem chodzących, myśliwy powinien zanotować sobie liszkę, którą zwykle poznać można po tym, że idzie przodem, a także po zachowaniu się reszty osobników; poczym wypuszcza konia jak najszybciej wprost na nie. Lisy uciekają z początku razem, potym się rozdzielają; chodzi o to, by pędzić za liszką i odpędzić ją jak najdalej od reszty towarzystwa. Oczywistem jest, że polowanie takie możliwem będzie tylko na pustych, niezarosłych przestrzeniach, gdzie zwierzęta z daleka można obserwować, a także trzeba, by było dostatecznie widno, najlepiej przy pełni księżyca. Odpędziwszy liszkę po tropie dość daleko, myśliwi wybierają koło jej tropu miejsce odpowiednie do ukrycia się i czatowania poczym jeden wyskakuje z sanek i chowa się, zaś drugi jedzie tropem dalej. Po niejakim czasie odpędzone lisy poczną ściągać ku miejscu, gdzie się od liszki oddzieliły i pójdą jej tropem. Dobrze ukryty za wiatrem myśliwy, zachowując się odpowiednio, może wówczas wszystkie sztuki jedną po drugiej położyć; ponieważ zaś nierzadko się zdarza w okolicach, obfitujących w lisy, że chodzi ich do ośmiu za jedną liszką, zatym rezultat może być zaiste świetny. Powodzenie jednak, jak rzekłem, zależne jest od mnóstwa czynników: pogody i dostatecznego światła, odnalezienie stadka lisów i umiejętnego odbicia liszki, a także własności terenu. Co do tego ostatniego, to najodpowiedniejszą okolicą są strony bardziej południowe, o bezgranicznych polach, stepach i pustkowiach.
Zdarza się czasem, że bądź to z powodu wilgoci w powietrzu i odwilży, bądź też z racji przeczuwanej zmiany pogody, lis rano, po ukończonych łowach, kryje się do nory swej i tam dzień cały spędza. Jest to okoliczność nad wyraz dla myśliwego sprzyjająca, ponieważ prawie na pewno oddaje zdobycz w jego ręce. Objeżdżając tropy i widząc, że zdążają one nad ranem wprost w stronę nor, należy je objechać, by się przekonać, czy lis dalej nie poszedł, poczym śmiało można się zbliżać. Najłatwiej i w takim przypadku działać we dwóch. Przekonawszy się, że trop w norze znika, trzeba jak najdokładniej wszystkie sąsiednie otwory pozatykać gałęźmi, pałkami i chróstem, tak, by zwierz przez nie wydobyć się nie mógł. Zostawia się, prócz wejściowego, tylko jeden, w którym rozpala się ogień, a pamiętać należy, że w starych, wieloletnich norach otworów bywa do dziesięciu. Z chwilą zapalania powinien już jeden ze strzelców stać w pogotowiu z bronią gotową do strzału, bo zdarza się ,że lis za pierwszą falą dymu, jak błyskawica, wyskakuje i umyka w sążnistych susach.
Czasem jednak wychodzić nie chce, wówczas należy na ogień nałożyć materjału, dającego dużo dymu, np. mchu, zaś z wierzchu przydusić dużą kupą gałęzi, tak, by się wytworzył dobry ciąg i wpędził gęste zwały dymu do najodleglejszych kątów nory. Przez cały czas tych manipulacji trzeba pilnować, by nie przegapić wyskakującego lisa. Strzał bywa dość trudny, gdyż zwierz zjawia się i umyka z piorunującą szybkością.
Jeżeli się ma dobre psy jamniki, to można ich w tych wypadkach używać z powodzeniem zamiast dymu. Trafiwszy na odpowiedni dzień, można zdążyć kilka nor objechać i na każdej z dobrym skutkiem zapolować. Do wykurzania lisów są specjalne przybory, wyglądające jak tubki z ogniem bengalskim, a napełnione proszkiem, wydające przy spalaniu się dym niemożliwy do zniesienia; wstawia się je w norę, zapala i z wierzchu przywala się kupą gałęzi. Mają te proszki tę jednak złą stronę, że dymu wydzielają bardzo dużo, przytym ogromnie duszącego, tak, że się czasem zdarza, iż lis- zaskoczony w odległym kącie – nie zdąży wyskoczyć, dusi się i ginie bez korzyści dla myśliwego, gdyż odkopanie nory zimą przy zamarzniętej ziemi jest niemożliwe.
Strzelać należy na wszystkich tych polowaniach ładunkami mocnymi o śrócie hartowanym, grubym, nr. 1 lub 0, gdyż lis w zimie twardy jest na ranę i nieraz postrzelony daleko uchodzi i odnaleźć się daje z trudnością. Przy polowaniu nocnem na stadka lisie najlepiej strzelać ładunkami bezdymnymi, jako cichszymi i mniej widocznymi dla reszty oczekiwanych lisów z powodu braku dymu.
Skórka lisa, zabitego w zimie, przedstawia inemałą wartość, dając bardzo ciepłe, choć ciężkie futro; zaś w północnych powiatach i zabarwienie jej, zwłaszcza ku wiośnie, bywa bardzo ładne, srebrzyste, tak, że z powodzeniem może być użyta na kołnierz lub zarękawek (mufkę).”
Zachowano w większości oryginalną pisownię.
ilustracja: Lis. Polowanie Alfred Wierusz Kowalski, płótno, olej 120X85



