GOSPODARKA ŁOWIECKA W POLSZCZYŹNIE

Od wieków łowiectwo w Polsce stanowiło jeden z głównych filarów ekonomiki ziemiańskiej. Stanowiło niepoślednie źródło dochodów właścicieli ziemskich, wspierało samowystarczalność stanu szlacheckiego, wypełniało tzw. „dobrze urodzonym” czas wolny od zajęć rolniczych i wojaczki.

Rachunek ekonomiczny łowiectwa w tych czasach opierał się raczej na wyczuciu zarządców dóbr a rzadko kiedy na racjonalnej gospodarce. Z dzisiejszego punktu widzenia w wielu przypadkach była to gospodarka rabunkowa, a ochrona zwierzyny pomimo, iż gwarantowana sejmowymi ustawami, miała charakter iluzoryczny w konfrontacji z przywilejem możnych do ”wolności polowania w każdym czasie”.

Opisujące tematykę ówczesnego łowiectwa dzieła Gostomskiego, Zawackiego, Haura czy Bobiatyńskiego nie poświęcają uwagi zagadnieniom racjonalnej gospodarki łowieckiej ani ochrony przyrody.

Zmiana stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych w XIX w przyniosła inne podejście do łowiectwa. Nowoczesne łowiectwo, promowane szczególnie w czasopiśmie „Sylwan”, wydawanym z przerwami w latach 1820 – 1858 kładło nacisk na rolę zabiegów hodowlanych w tym obszarze.

Na terenach późniejszych ziem II RP takie podejście do gospodarki łowieckiej najwcześniej i najpełniej zostało wdrożone w praktyce w zaborze pruskim, najpóźniej zaś i szczątkowo – w Galicji.

Z tego powodu w kulturze polskiej, przysłowia dotyczące hodowlanych aspektów łowiectwa pojawiają się głównie w XX w. Nierzadko też do tak pojętego łowiectwa zaczęto odnosić przysłowia wiążące się z gospodarką rolną.

Przykładem niech będzie cytat z lwowskiego „Łowca”: „Stara to przypowieść, trafna też dla myśliwych: Coś latem ugospodarzył, zimą będziesz warzył, czyli jak chroniłeś zwierzynę w czasie lęgu, tak z pełną lub pustą torbą będziesz wracał z łowów”.

Współcześnie spotykane sentencje dotyczące hodowli w łowiectwie odnotowane w źródłach to:„Ten poluje, kto ochrania i hoduje”. „Kto hoduje, ten i poluje”. „Temu bór darzy – kto dobrze gospodarzy” i uznana przez Władysława Dynaka za najdobitniejszą w wydźwięku gospodarskim: „Najpierw hodować, potem polować”.

Czy któraś z tych myśli upowszechni się na tyle, by w oderwaniu od swego pierwotnego kontekstu w procesie metaforyzacji stać się przysłowiem dziś nie wiemy.

Opracowano na podst. Władysław Dynak „Łowy, łowcy i zwierzyna w przysłowiach polskich” – Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, Wrocław 1993.

Ilustr. Marek Szafrański „Sarny przy paśniku”.Akryl Royal Talens Rembrandt na płótnie 40×30 cm.Styczeń 2024.