Leczniczy tłuszcz i złoty medal

W październiku zeszłego roku mój serdeczny przyjaciel, kierownik OHZ, w którym odbyłem staż, i na którego obwodzie zdarza mi się polować, zwrócił się do mnie z pytaniem czy nie posiadam borsuczego smalcu, gdyż jego zapasy były na wyczerpaniu. Ewentualnie jeśli będę w stanie upolować to czy mogę odstąpić mu tuszkę borsuka.
Nie trzeba w zasadzie tłumaczyć jak wspaniałe lecznicze właściwości posiada borsucze sadło, działa rozgrzewająco, wzmacnia odporność, przyśpiesza gojenie ran, a nawet poprawia krążenie i usprawnia pracę układu trawiennego. Stosowane jako maść przynosi ulgę w przypadku zwyrodnienia stawów, kontuzji i bólów kręgosłupa, można go kupić jako standardowy lek w wielu polskich jak i europejskich aptekach. Kierownik jest dojrzałym mężczyzną, który dwukrotnie przeszedł walkę z nowotworem. Jego odporność jest osłabiona a gardło mocno ucierpiało w wyniku naświetlania odcinka szyjnego. Naturalny lek a nie kolejne chemiczne środki były dla niego nieocenionym zabezpieczeniem na czas zbliżającej się zimy.
Potraktowałem ową prośbę bardzo poważnie a w związku z faktem iż mam szczęście do drapieżników kilka dni później ruszyłem na polowanie do pierwszej z kilku znanych mi na obwodzie lokalizacji borsuczych nor.

Charakterystyczna górka nazywana przez okolicznych „zamczyskiem” otoczona jest łąkami i bagnami, na których co roku spotykamy, jelenie, kozły, dziki, lisy i oczywiście borsuki.

Po krótkim spacerze od miejsca pozostawienia auta doszedłem do zamczyska. Aby mój ślad zapachowy nie wzmógł czujności ewentualnej zwierzyny, obszedłem górkę od tyłu i wszedłem na jej szczyt widząc z góry zagłębienia w zboczu, okna, charakterystyczne lejkowate ścieżki prowadzące do wejść, którymi borsuki wciągają ściółkę oraz małe dołki – latryny, wykopane w najbliższej okolicy świadczyły jednoznacznie o obecności jednego bądź kilku osobników.

Usiadłem na ziemi oparty plecami o konar, lekko zasłonięty gałęziami, odległość do okien wynosiła nie więcej niż 10 metrów. Na takich odległościach wielokrotnie polowałem z użyciem łuku myśliwskiego za granicą kraju, ale nie tym razem. Luneta przestawiona na minimalną trójkę i jak to na myśliwego-łucznika pozostało cierpliwie czekać licząc na szansę.

Czas mijał miło w jesiennym otoczeniu, śpiew ptaków, lekki chłód balsamicznego powietrza, pisk polnych myszy zbierających zapasy na zimę. Słońce zniżyło się ku horyzontowi gdy nagle charakterystyczny paskowany łeb ukazał się z jednego z okien. Powoli założyłem aktywne słuchawki, w tym czasie borsuk w całości wyszedł z nory, ładna dorosła sztuka, przystawiłem karabin do ramienia chwytając w krzyżu cel. Nagle kątem oka zauważyłem że zaraz po pierwszym z nory wyskoczył drugi, znacznie większy od poprzedniego. Szybka zmiana celu, odbezpieczenie, spokojne ale zdecydowane pociągnięcie za spust, szarpnięcie połączone z nagłym zagłuszeniem …przeładowanie… ale już niepotrzebne – JEST!

Zdjąłem słuchawki i odniosłem wrażenie że otoczenie nadal jest zagłuszone, ptaki a nawet myszy nagle ucichły. No tak, to nie łuk, ze sztucerem osobiście zawszę będę czuł się intruzem w tym świecie.

Powoli zszedłem z górki w kierunku strzelonego borsuka, gdy nagle zamarłem z wrażenia. Nie widziałem jeszcze nigdy wcześniej tak dużej sztuki. Zarzuciłem karabin na plecy, podniosłem starego samca i zacząłem wracać do auta, jednak nie dalej jak po 200-300 metrach ramiona zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, wielkość i ciężar robił swoje. Zrobiło się już całkowicie ciemno, na szczęście do auta nie było daleko i chwilę później jechałem już w stronę ośrodka. Na miejscu również nikt wcześniej nie widział tak dużego osobnika. Pozyskana sztuka posiadała bardzo duże zapasy sadła, co ucieszyło kierownika. A przeczucie jak się okazało słuszne kazało mi także zachować czaszkę.

Zapas smalcu był już wystarczający na zbliżającą się zimę nie tylko dla kierownika, słoiczek był i dla mnie.
Niedawno oddałem czaszkę olbrzymiego samca do wyceny medalowej, otrzymałem za niego złoty medal za trofeum łowieckie, a sama wycena opiewa na 23,47 pkt CIC.

Pozostało jeszcze godnie obsadzić trofeum i medal na wspomnienie niezwykłego wyjścia. Teraz każda zbliżająca się jesień jest dla mnie obowiązkowym poszukiwaniem leczniczego sadła dla przyjaciela.

Andrzej Kowalski, 2018

Obraz: „Borsuki” – Aleksander Jakimczuk (1899 – 1972)