„Pierwsze początki terminologii łowieckiej” Wiktora Kozłowskiego (Warszawa 1822), to obowiązkowa pozycja w biblioteczce prawego myśliwego. Poniższy cytat ukazuje, jak wielką wagę przywiązywał autor do kultywowania polskiego języka łowieckiego.
„Wiele zapewne słów język łowiecki zatrzymywał jeszcze z czasów pogańskich, inne ustąpiły miejsca późniejszym, inne weszły w zwyczaj, bogacąc tylko język, wiele może zaginęło, wiele dotąd nie zebranych błądzi po ustach starych myśliwych. Dziś łowy stały się rzadszymi, język łowiecki widocznie obumiera, bo młodzi myśliwi z języka łowieckiego ledwie kilka słów umieją. Dawniej taka obojętność była naganną i karaną i nieraz modny panicz szedłszy w świat łowiecki, dostał sforami na zwierzu lub okupić się musiał za złe wysławianie w języku łowieckim albo spudłowanie niedźwiedzia lub dzika, z którym ojcowie jego potykając się, drwili z tatarskiego tańca i żadnej kuli nie puszczali na wroga.
Niektóre obce narody mają podobnie język łowiecki. Język niemiecki łowiecki, acz doskonały, nie wyrównywa jednak naszemu.”



