Ambona, czy zwyżka. Kilka desek, żerdzi, kołków i gwoździ. Znamy je wszyscy, stawiamy je w lasach, na polach, budujemy w ramach dni gospodarczych czy na koniec stażu.
Na samym początku do nowej ambony podchodzimy obojętnie. Niby postawiona bo dziki kiedyś podjadły zbyt wiele na czyimś polu, lub wiemy, że w tym miejscu nie ma jeszcze żadnej, a gotowa czeka na to żeby wywieźć ją w teren.
Mniej obojętnie do takiej ambony podchodzą CI którzy ją budowali. Mijają ją z dumą, mówią innym zobacz – ‚zobacz, ta jest moja’, chociaż i tak wiemy że jest własnością koła a nie naszą. Mimo wszystko o tej konkretnej ambonie myślimy cieplej niż o innej.
Są ambony które omijamy szerokim łukiem, bo i tak nigdy nic tam nie wychodzi, ale są też takie o których krążą legendy. Są to miejsca na których widzieliśmy piękne rogacze, spudłowaliśmy wielkie dziki, czy na których kilkukrotnie przechytrzył nas sprytny przechera. Ambony o których myślimy po powrocie do domu z polowania, takie o których mówimy półgłosem lub wcale.
To dzięki ambonom dbamy o pola i o bezpieczeństwie na polowaniach bo strzał z nich oddajemy pod dużym kątem.
Wiosna to czas kiedy ruszamy pilnować zasiewów. Przed wyjazdem warto za dnia sprawdzić stan naszych ambon, spojrzeć na drabinę czy ławkę. Dbajmy o nasze ambony, a one zadbają o nas na polowaniach.
Ciekawe jakie historie opowiedziały by niektóre z nich gdyby tylko mogły mówić.



Darz Bór!
Krzysztof Turowski
http://turowskikrzysztof.com/



